robię notes w okładce książkowej

By 19 stycznia 2017 DIY One Comment
bookbinding





Byłam na jednodniowych warsztatach introligatorskich i pomyślałam że miło by było, wykorzystać nowe umiejętności do stworzenia czegoś ciekawego. Zobaczyłam zdjęcie uroczego trójkątnego notesu z motywem kropel (zdjęcie możesz zobaczyć tu) i olśniło mnie: Nie muszę się ograniczać do kształtu prostokąta czy kwadratu, zrobię sześciokąta. Nie jest to pomysł praktyczny, chociażby z tego względu że taki kształt nie pasuje na półkę z książkami, nadaje się raczej do leżenia. Ponad to przy wycinaniu takiego kształtu zmarnuje się sporo materiału. Z moim ekologicznym podejściem do życia, mam w tym miejscu wyrzuty sumienia. Robienie notesu w twardej okładce przypomina mi trochę makijaż oczu: nic nie rokuje dobrze puki nie wykonasz ostatniego kroku. Nie będę się tu zagłębiać w opisie tego procesu co do szczególiku, bo za dużo reguł funkcjonuje w tej dziedzinie (do niektórych się nie potrzebnie zastosowałam, na inne machnęłam ręką, jeszcze inne zmodyfikowałam).

Zrobienie notesu zaczęłam od obliczeń i zgromadzenia materiałów. Tektura na okładkę o grubości około 2mm, tkanina najlepiej nie elastyczna, mulina do wyszywania, fizelina, grubszy kolorowy papier do wyklejenia okładki, biały papier, klej z oznaczeniem CR (klej introligatorski – dostępny w przeciętnym sklepie plastycznym)

Sercem mojego notesu jest blok białych kartek. Wycinam 40 sztuk arkuszy, które składam na pół i zszywam mocną nicią po 5 sztuk, a potem zszywam wszystkie razem. Stosuję tutaj metodę koptyjską.

robię notes

 

 

 

szycie koptyjskie

Pokrywam klejem brzeg, który zszyłam, klejem z oznaczeniem CR, który po wyschnięciu jest przezroczysty i nieco elastyczny. Umieszczam bloczek pomiędzy stare magazyny aby go „sprasować”.

Przyklejam na początku i na końcu kolorowy grubszy papier, który będzie łączył blok z okładką.

Teraz należałoby wyrównać brzegi gilotyną. W średniowieczu książki robili i nie mieli gilotyny(…albo i mieli ale do innych celów),  ja też nie mam. Przyznam się tutaj, że liczyłam na to że jakimś cudem wyjdzie mi to prawie równo. To co mi wyszło, nie kwalifikuje się do tego nazewnictwa – to nie jest prawie równo. Postanowiłam, wyrównać tylko jeden bok, ten który będzie służył do wertowania. Stosuję metodę przedstawioną na tym filmie Byzantine bookbinding: foredge cutting Dochodzę do momentu kiedy kartki da się wertować, ale nie jest super idealnie i taki efekt mnie satysfakcjonuje.

Zakupiłam materiał o szarym kolorze, który zdecydowałam się ożywić wyszywanym motywem w kolorze zbliżonym do neonowej zieleni. Myślałam, żeby wyszyć coś własnego, ale koniec końców zdecydowałam się na rysunek Soju Tanaki. Bardzo lubię tego artystę, a ten obrazek chodzi za mną od dłuższego czasu. Chciałam wyszyć go sobie na koszulce (może jeszcze to zrobię). Lubię precyzyjne zajęcia, ale praca z igłą i nitką zawsze działa mi na nerwy, więc wybrałam w miarę prosty motyw i prosty ścieg który dobrze komponuje się ze stylem Tanaki. Jeżeli chcesz się zainspirować czymś nieco bardziej skomplikowanym, zachęcam do obejrzenia prac Yumiko Higuchi. Nie wyszło mi to wyszywanie idealnie, ale podchodziłam do tego trzy razy, uznałam że przy czwarty szlag by mnie trafił, więc albo akceptuję to co mi wyszło, albo wyszywam zupełnie coś innego. Tak to jest z szyciem na oko, zabrakło mi jakiegoś sprytnego przyrządu którym się nanosi rysunek na tkaninę(ołówek nie widoczny, mazak zbyt inwazyjny, a pastele za niedokładne). Pod moją wyszywankę przyprasowuję fizelinę.

 

Huge voice - Soju Tanaka

Na tym zdjęciu widzimy wycięte tekturki na okładkę i materiał.

Przyklejam materiał do tekturek. Tutaj miałam „przygody” pomyliłam kierunki/strony podcięłam nie potrzebie materiał tam gdzie nie trzeba, ech…

W książkach jest coś takiego jak kapitałka. Myślę że 99,9 społeczeństwa(w tym ja) nie jest świadoma istnienia tego czegoś. Poinformowano mnie, że kapitałka miała kiedyś znacznie konstrukcyjne, ale teraz ma jedynie funkcję ozdobną. Podobna jest ona do wstążki, tyko ma jeden grubszy brzeg – to to co wystaje pomiędzy grzbietem okładki a blokiem(proponuję teraz wziąć do ręki jakąkolwiek książkę z grubą okładką, aby zobaczyć ten element). Postanowiłam przy moim projekcie zastosować  plecionkę z makramy. Przykleiłam ją klejem CR.

Pokryłam klejem łączniki w kolorze musztardowym i przyklejam do twardej okładki. Po takim klejeniu, aby kartki się nie powyginały od wilgoci wkładamy coś cienkiego i nie przemakalnego(np. koszulka foliowa) między twardą okładkę a bloczek kartek. Następnie tak przygotowany notes wkładamy pod coś ciężkiego aby wszystko doschło i w tym procesie, nie powyginało się .

Efekty końcowe:

 

 

Aktualizacja: Nie podobał mi się przesadny odstęp pomiędzy grzbietem okładki a blokiem. Wycięłam go i wkleiłam na nowo.

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz



  • Małgosia K.

    Bardzo dziękuję za tak dokładne pokazanie całego procesu – od pewnego czasu chodzi za mną pomysł zrobienia czegoś w rodzaju szytej ręcznie książki, ale nie do końca wiedziałam jak się za to zabrać – bardzo mi pomogłaś :).